GÓRA

Titanic płynie przez Atlantyk

Wreszcie nadszedł ten dzień

    Środa, 10 kwietnia 1912 roku. Około godziny 9:30 na stacji kolejowej Waterloo wysiadła pierwsza grupa pasażerów drugiej i trzeciej klasy. Dwie godziny później, specjalny pociąg z Londynu zatrzymał się z pasażerami pierwszej klasy. Przed wejściem na pokład pasażerów i gości dokładnie sprawdzono ogromnego Titanica. Badano m. in. sprawność elektrycznej windy, skontrolowano kuchnię, wyposażenie biblioteki oraz urządzenia sali gimnastycznej.

Uniknięcie kolizji

    Punktualnie o godzinie dwunastej w południe z gwizdków okrętowych Titanica dobiegł potrójny sygnał oznaczający: "Całą naprzód!". Parowiec natychmiast uruchomił ogromne turbiny. Gigantyczny statek powoli i ociężale wypływa z portu i już wtedy pojawia się pierwszy, niepokojący znak. Podczas manewru pełnego wyjścia w morze Titanic omal nie zderzył się z innym statkiem, o wymownej nazwie - "New York". Statki mijają się w odległości zaledwie 120 cm od siebie. Według marynarzy jest to fatalny znak, a jak się okazuje, marynarskie przesądy mają w sobie pewne usprawiedliwienie.
    Kontynuując rejs Titanic zmierza na krótki postój do Cherbourga we Francji, skąd oprócz dodatkowego załadunku zabiera na pokład 281 pasażerów. Po godzinie 8:00 wieczorem, Titanic kieruje się na ostatni postój do portu w Queenstown, który opuszcza dopiero rano zabierając ze sobą dostawę poczty oraz ponad połowę swoich pasażerów.

Cała naprzód! Cel Nowy York

    11 kwietnia 1912 roku statek jest już ostatecznie gotowy, aby rozpocząć swój dziewiczy rejsu. O godzinie 13:30 Titanic, z ponad 2.200 pasażerami wyrusza w podróż przez ocean Atlantycki.
    W niedzielę 14 kwietnia, czwartego dnia dziewiczego rejsu ocean był wyjątkowo spokojny. Pasażerowie po uroczystym lanczu spędzali czas na odpoczynku i relaksie lub korzystali z wszelkich przyjemności, jakie oferował im statek. Pogoda na zewnątrz była dość nieprzyjemna, więc mało kto decydował się na spacer po pokładzie Titanica.

Ostrzegawcze depesze

    Operator radiotelegrafu Jack Philips, wraz ze swoim asystentem Haroldem Bridem mięli pełne ręce roboty, wysyłając prywatne telegramy pasażerów. Zaległości nagromadziły się, ponieważ system radiowy był czasowo niesprawny. Od piątkowego wieczoru wciąż przychodziły wiadomości od statków znajdujących się w pobliżu Titanica o pływających górach lodowych. Bride regularnie przekazywał otrzymywane depesze oficerom pełniącym wartę na mostku kapitańskim lub dostarczał je bezpośrednio kapitanowi Edwardowi Smithowi. Przed godziną drugą po południu tego samego dnia telegrafiści otrzymali trzy ostrzeżenia o górach lodowych od statków Caronia, the Noordan i Baltic. Po otrzymaniu ostrzeżenia od statku Baltic, kapitan Smith zaniósł depeszę Brucowi Ismayowi. Ten jednak bez słowa schował tą wiadomość do kieszeni. Świadkiem tej sytuacji był Arthur Ryerson, któremu Ismay polecił zwiększenie prędkości statku do 21 węzłów, w celu pobicia rekordu czasu przepłynięcia przez ocean. Następne ostrzeżenie przyszło o godzinie 5:03 po południu od liniowca America.

    Jest godzina 19:30. Philips i Bride otrzymują kolejne ostrzeżenie od znajdującego się w pobliżu statku Californian. Kapitan Smith jednakże nie odpowiada Californianowi, ponieważ był akurat na kolacji. Drugi oficer na statku Charles Lightoller oświadcza, że warunki pogodowe są nie najlepsze ponieważ rozciąga się gęsta mgła.
    Około godziny 21:40 inny statek Mesaba, wysyła kolejny telegram z ostrzeżeniem o górach lodowych. Philips jednak był zbyt zajęty wysyłaniem pasażerskich depeszy, do godziny 23:00 wieczorem nadal nie odpowiedział na ostrzeżenia statków, wręcz nakazuje Californianowi zaprzestanie wysyłania komunikatów o kolejnych górach lodowych.
    Kapitan Smith doskonale wie o niebezpieczeństwie ze strony gór lodowych, mogących znajdować się na kursie Titanica. Nie zmienił jednak kursu ani nie zmniejszył prędkości statku. Płynie Titanic, płynie gigantyczny hotel dla zblazowanych milionerów. Nikt z całej śmietanki najbogatszych ludzi świata niczego nie podejrzewa, nie przypuszcza, że może się coś stać...