GÓRA

Na ratunek rozbitkom z Titanica

Parowiec Carpathia

    Po około czterech godzinach od zatonięcia Titanica do dryfujących szalup ratunkowych dopływa parowiec Carpathia. Załoga statku, który jako pierwszy pospieszył na ratunek zajęła się rozbitkami, ocalałymi z katastrofy. Zanim parowiec opuścił miejsce niewyobrażalnego dramatu blisko 1500 osób, marynarze Carpathii dokładnie opłynęli i przeszukiwali miejsce tragedii w poszukiwaniu innych rozbitków, którzy jakimś cudem mogli przeżyć. Ale niestety, nikogo nie odnaleziono.
    Na pokładzie Titanica, w jego dziewiczym rejsie 10 kwietnia 1912 roku płynęło 2208 pasażerów oraz członków załogi. Cztery dni później, po kolizji z górą lodową statek zatonął, zabierając życie 1496 osób. Z katastrofy uratowało się 214 członków załogi oraz 498 pasażerów, w sumie 712 istnień ludzkich, głównie kobiet i dzieci. Prawdziwie zatrważający jest fakt, że pustych miejsc w szalupach było jeszcze dla około 900 osób.

    Kapitan Carpathii Arthur Rostron wydał rozkaz opuszczenia flagi do połowy masztu oraz odprawił żałobne nabożeństwo nad miejscem zatonięcia statku Titanic. Na pokład Carpathii zabrano ocalałych z 13 łodzi ratunkowych. Ciała trzech osób, które zmarły po wyciągnięciu z lodowatej wody, zostały zgodnie z morskim ceremoniałem pogrzebowym wrzucenie z powrotem do wody, pogrążając się w otchłani oceanu. Przez kolejne trzy dni załoga wraz z pasażerami solidarnie opiekowała się i opatrywała osoby ocalałe z katastrofy. Tymczasem tragiczna wieść o zatonięciu Titanica rozniosła się błyskawicznie po świecie.
    Carpathia ostatecznie zawitała do Nowego Yorku w czwartek, 18 kwietnia. Już w samym porcie na rozbitków z Titanica czekały tłumnie rodziny, gapie oraz hordy reporterów i fotografów, desperacko pragnących opisać i w najdrobniejszych szczegółach udokumentować tragiczną katastrofę Titanica tak, jak ją widzieli ocaleni. Operator radia na statku Carpathia Harold Cottam oraz ocalały radiotelegrafista Titanica Harold Bride, przekazywali nazwiska uratowanych osób prasie oraz zaniepokojonej opinii publicznej. W ten sposób zakończył się ostatni akt tragicznej morskiej katastrofy pasażerskiej.

    Już następnego dnia po katastrofie prasa obszernie rozpisywała się na temat największej tragedii na Oceanie ostatnich dni, w szczególny sposób krytykując wszelkie niedopatrzenia oraz ludzką bezmyślność. Tłumy fotografów i reporterów, zebranych w nowojorskim porcie z premedytacją nagłośniły sprawę katastrofy Titanica. Redakcje gazet wręcz prześcigały się w serwowaniu coraz bardziej obszernych publikacji, zdjęć pasażerów i wywiadów z ocalałymi. Napływające na gorąco informacje przybrały rozmiary największej sensacji, co z kolei zostało bardzo krytycznie i surowo ocenione przez brytyjską prasę.

    Drugiego dnia po katastrofie Titanica, z pokładu parowca Prinz Adalbert wykonano zdjęcie pewnej góry lodowej, z okolicy miejsca zatonięcia statku. Domyślano się, że to właśnie to pole lodowe mogło być przyczyną zatonięcia Titanica, gdyż jak później opowiadali naoczni świadkowie, widzieli wokół niej wyraźne smugi czerwonej farby antykorozyjnej, takiej samej jaką pomalowany był kadłub Titanica poniżej swej linii wodnej. Tej okoliczności nie da się niestety w żaden sposób zweryfikować. Góra lodowa, będąca przyczyną tragedii i zagłady pięknego statku dawno odpłynęła z prądem morskim na południe. Poddawana nieustannemu procesowi topnienia na skutek m. in. procesów rozpuszczania lodu przez sól morską oraz insolacji (topnienie części nawodnej pod wpływem energii słonecznej), ostatecznie "rozpuściła się" w Atlantyku.

Góra lodowa, przypadek czy zrządzenie boskie?

    Titanic od początku był skazany. Ale dlaczego było aż tyle ofiar? Statek tonął dostatecznie długo, że można było ewakuować wszystkich ludzi. Fakt jest taki, że katastrofa przybrała tak tragiczne rozmiary w skutek wielu biurokratycznych niedopatrzeń. Wśród wielu rozważań na temat tragicznego losu Titanica po dzień dzisiejszy rodzi się wiele pytań. Czy można było uniknąć tej katastrofy? Niektórzy mówią, że była taka szansa, na przykład gdyby Titanic w ogóle nie zmienił kursu, tylko wprost uderzył w górę lodową. Wspominał o tym m. in. kapitan Marian Kula z Gdyni: "Fachowcy rozpatrywali, czy oficer wachtowy nie powinien tak pokierować statkiem, aby ten czołowo uderzył w górę lodową. Prawdopodobnie wtedy zniszczyłby i wgniótł kilka przedziałów wodoszczelnych, ale co najważniejsze utrzymałby się na powierzchni. Natomiast otarcie się krawędzią góry lodowej na długości kilku przedziałów było tragiczne ponieważ woda, wlewając się do tych przedziałów przeważyła Titanicem. Blachy poszycia nie wytrzymały tak ogromnego naprężenia i dodatkowo na większej długości popękały".

    Titanic był cudem ówczesnej techniki, wyposażono go w specjalne wodoszczelne grodzie, które tuż po zderzeniu z górą lodową natychmiast się zasunęły. Były one zresztą sterowane elektrycznie, co na tamte czasy uznano za wielkie osiągnięcie. Okazało się, że te rozcięcia kadłuba były na zbyt dużej powierzchni. Woda wpływała w ogromnym tempie i te zabezpieczenia na nic się nie zdały. Jak twierdzi dr Krystyna Sanecka z wydziału techniki morskiej Politechniki Szczecińskiej: "Wszystkie statki pasażerskie są projektowane z tzw. niezatapialnością, tzn. po zatopieniu jednego lub dwóch przedziałów statek powinien zachować pływalność i stateczność. Wiadomo, że Titanic miał grodzie wodoszczelne, ale były one do pewnej wysokości. Podczas katastrofy woda przelewała się przez te grodzie i ostatecznie statek zatonął". Jak było możliwe, że tak wielki statek został zaprojektowany w ten sposób, że niewielkie dziury, które zostały wybite przez gorę lodową spowodowały tak szybkie, w ciągu niespełna kilku godzin zatonięcie? "Mogło to nastąpić bardzo szybko. To był początek wieku, w tej chwili nie może się zdarzyć taka konstrukcja dla statku pasażerskiego. Tym bardziej, jeżeli grodzie były tylko do bardzo niskiego pokładu, to mógł niestety bardzo szybko zatonąć. Siłą rzeczy nie wytrzymał. Z całą pewnością przypuszczam, że nikt nie przewidywał tak dużego uszkodzenia w rejonie kadłuba" - dodaje pani doktor.

    Są różne "teorie spiskowe dziejów", które mówią, że Titanic musiał zatonąć. Robert Leśniakiewicz twierdzi, iż na pokładzie Titanica była tak duża liczba najważniejszych ludzi Ameryki, że gdyby statek nie zatonął prawdopodobnie inaczej potoczyłyby się losy świata. Już przed wypłynięciem statku z portu w Southampton, wielu jasnowidzów przepowiadało jego katastrofę...